O kolejny post na blogu upominała się Przyjaciółka. Odpowiedziałam jej, że nowy wpis już się kroi, a właściwie wierci. Dopiero teraz do mnie dotarło, że on się tak naprawdę wykręcał :) Ale po kolei.
Rok temu w bloku była wymiana okien - nowe zostały obstalowane w ścianach mieszkań, stare stały smutno na parkingu i stanowiły ogromny problem i dla monterów (bo trzeba je gdzieś i jakoś zutylizować) i dla spółdzielni mieszkaniowej (bo trzeba za wywózkę i utylizacja zapłacić). I tu do akcji wkraczam ja, wybawiając wszystkich z kłopotu :)